RSS
 

29. A niby skąd mamy mieć dokumenty? (e)

12 lut

Pani J. zwróciła się do mnie z prośbą, o krótkie spotkanie dotyczące procesu o wydanie nieruchomości, w którym była pozwana. Nieruchomość okazała się być położona na terenie jednej z byłych osad włościańskich – znajdujących się już w przedwojennych granicach Miasta. Okolica, choć zaniedbana pod względem infrastruktury, pozostała prześlicznie skąpana w zieleni pól i ogrodów. Moja rozmówczyni była dobrze przygotowana merytorycznie do rozmowy, i z rozwagą słuchała moich uwag. Rodzina mieszkała na tym terenie na długo przed II Wojną Światową. Został zgłaszany wniosek w trybie art. 214 ustawy o gospodarce nieruchomościami –, lecz pozostaje nierozpoznany. Zasadniczym problem okazał się być – brak dokumentów potwierdzających tytuł własności do nieruchomości z minionego okresu. Być może uległy zniszczeniu w czasie wojny, być może nigdy nie istniały w formie prawem przewidzianej. Księga hipoteczna dla przedmiotowej nieruchomości nie zachowała się, być może nigdy jej nie było.
Problemy typowe w skali całej „Kongresówki” w przypadku obszarów po-włościańskich. Na innych jednak obszarach problemy takie rozwiązywano od lat w drodze zasiedzeń, potem także w oparciu o przepisy ustawy z dnia 26.10.1971 r. o uregulowania własności gospodarstw rolnych (Dz. U. Nr 27, poz. 250). Na terenie działania dekretu warszawskiego, gdzie wszystkie tereny stanowiły przez dziesięciolecia własność państwową, zarówno zasiedzenie nieruchomości, jak stosowanie przepisów ustawy z dnia 26.10.1971 r. było przez te lata wykluczone.
Ludzie z terenów włościańskich na terenie dekretowym – znaleźli się w swoistej pułapce bez wyjścia. Przez lata część wyprowadziła się „do bloków”, część została – bo nie chciała, a potem nie miała dokąd. Mieszkają od dziesięcioleci – 80, 70 może czasem nawet 100 lat. Teraz zostali pozwani na początku 2005 roku, nim „nowe” terminy zasiedzeń zdążyły upłynąć.
- Proszę Pana co złego zrobiliśmy? Dokąd mamy niby iść, w cztery rodziny z małymi dziećmi? Co zrobić, aby zostawili nas w spokoju? – pyta rozmówczyni.
- Trzeba szukać jakiegoś rozwiązania, proszę Pani. – odpowiadam, szukając w myślach nietypowego rozwiązania.
- Gdyby to było możliwe. – podsumowała z powątpiewaniem.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz